10 miejsc, które musisz zobaczyć w Holandii

Sądząc po aktualnym samopoczuciu – wszechogarniającym zmęczeniu i senności – mam wrażenie, że po majówce zostały już tylko zdjęcia. Z drugiej strony wcale szczególnie nie wypoczęłam, ba – ani razu się nie wyspałam! O leżeniu i nic nie robieniu nawet nie wspomnę.

Muszę przyznać, że to był najintesywniejszy wyjazd na jakim byłam. W planie było 15 miast. Zrealizowaliśmy go i dodatkowo dodaliśmy perełki polecone przez lokalsów.

Bo czemu nie.

Łącznie zrobiliśmy 2500 km, odwiedziliśmy 7 muzeów i zrobiliśmy miliardy kroków, których skutki czuję nawet tydzień po.
Ale to było tego warte.
Dlatego opracowałam zestawienie 10 miejsc, które musisz zobaczyć w Holandii, jeśli się tam wybierasz.

Zdecydowanie, nawet bez konkurencji, najpiękniejszym miastem, które widziałam jest Amsterdam. Architektura, ludzie i atmosfera sprawiały, że zakochałam się w tym miejscu… Ale o tym osobny wpis, już niedługo.

Amsterdam

Znacznie mniejszą, ale równie klimatyczną i przede wszystkim wartą odwiedzenia miejscowością jest Hoorn, który zasłynął w kraju jako miejsce z najważniejszym portem (oczywiście, teraz to już się zmieniło). Mimo to, infrastruktura – dzielnica portowa i domy kupieckie – została, aby opowiedzieć historię jednego z najbardziej urokliwych miejsc w Holandii.

Hoorn

Równie ślicznym miasteczkiem, aczkolwiek opustoszałym (mam nadzieję, że tylko chwilowo, z powodu święta zakończenia wojny) jest Edam. Stolica serów, w której nie sposób nie zaliczyć żadnego baru bez degustacji czterech, pięciu gatunków sera podanych z ciepłą i chrupiącą bułeczką. Na początku dość sceptycznie podchodziłam do kosztowania czegokolwiek (nie przepadam za żółtymi serami), ale w końcu zostałam namówiona. Smak zupełnie inny niż tych, które można kupić u nas. A zwłaszcza tego z dodatkiem bazylii.

Edam

Po drodze z jednego miejsca do drugiego (tak na dobrą sprawę to wszystko w Holandii jest po drodze). Odwiedziłam ogrody Keukenhof.
Coś pięknego.
Byłam kiedyś w podobnych, niedaleko Wrocławia, ale to co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania…
Nie mam ręki do kwiatów, a kwiaty do mnie. Tolerujemy się wzajemnie, ale ani ja, ani one jakoś nie potrafimy sobie ułatwiać życia. Do tego stopnia, że kiedyś zasuszyłam kaktusa.
W każdym razie, tulipanowe dywany w tulipanowym kraju zdecydowanie należą do #mustsee. Oprócz tego, na terenie ogrodów można wejść na taras widokowy skąd idealnie widać charakterystyczne kolorowe pola rozciągające się aż po horyzont.

20160505_133840-01.jpeg

Zaraz po tulipanach, drugim symbolem Holandii są wiatraki. Na pocztówkowe połączenie tych dwóch nie natknęłam się, ale po ogrodach Keukenhof pojechałam do wiatrakowego skansenu Zaans. Wiatraki, woda, drewniane domki i chodaki. A oprócz tego najlepsza czekolada robiona w fabryce tuż za płotem.

Zapach był nie do wytrzymania. Do tego stopnia, że zjadłam jakieś dwie tabliczki…

Zaans

Z polecenia znajomych pojechaliśmy również do Zaandam, które tak na dobrą sprawę niczym by się nie różniło od każdego innego holenderskiego miasteczka, gdyby nie ścisłe centrum zaprojektowane przez nieznającą granic wyobraźnię architekta. Małe kolorowe domki, duży hotel poskładany z mniejszych i kanał z kawiarniami i restauracjami. Idealne miejsce na godzinną przerwę.

Równie fajną godzinną przerwę spędziłam w Delft – mieście porcelany. Główny plac, stare kamieniczki… Tak na dobrą sprawę oglądając zdjęcia z wyjazdu ciężko odróżnić je od innego miasteczka, ale jeśli chcesz poczuć klimat Holandii – musisz je odwiedzić.

Oczywiście w harmonogramie nie mogło zabraknąć stolicy administracyjnej – Hagi, która jest nowocześniejszą (ale zarazem mniej atrakcyjną) wersją Amsterdamu.

Haga

20160505_202138-02.jpeg

Pomimo, że jestem zdeklarowanym mieszczuchem stroniącym od jakiegokolwiek braku betonu, metalu i szkła, bardzo spodobała mi się mała, rybacka wysepka Marken, na której czas się zatrzymał pareset lat temu. Nie tylko jeśli chodzi o zabudowę, ale i faktycznie – chodząc pomiędzy starymi domkami masz wrażenie, że zegarki nagle przestały odmierzać minuty. Nie dziwię się, że jedyny bilet parkingowy to całodzienny.

20160504_163210-01.jpeg

Na sam koniec zostawiłam miasto zupełnie odbiegające od całej reszty – Rotterdam. Tutaj już nie ma uroczych kamieniczek, romantycznych kanałów, ani małych, klimatycznych uliczek. Tu jest wielkie miasto składające się w większości z wieżowców, szkła i metalu.
Lubię takie miasta, tak jak pisałam – jestem mieszczuchem. Ale mimo wszystko, brakowało mi rozmowy z tradycją. Pomieszania nowoczesności z czymś co trwa w tym samym miejscu ponad 200 lat.

20160506_174830-01.jpeg

Maja Puente