Moja filozofia: Better done than perfect

Ile razy nie zaczynałeś czegoś robić, bo uważałeś, że nie umiesz? Podejrzewam, że mnóstwo. Ja też, spokojnie.

Zdanie:

BETTER DONE THAN PERFECT

pierwszy raz usłyszałam jesienią na BloSilesii 2016 (relację znajdziesz tutaj). Do tej pory nie wiem jakim cudem tak szybko i łatwo wcieliłam ją w życie.

better done than perfect

Jak wynika z badań: 10/10 badanych osób, które podjęły pierwszy krok w robieniu czegoś, z biegiem czasu zyskały wprawę. 

Załóżmy, że nie chce Ci się gotować, nie masz do tego smykałki, nie lubisz siedzieć nad garami. Wmawiasz sobie, że nie umiesz. Ale robisz to, gotujesz, żeby nie umrzeć z głodu. Bo wiesz, że musisz jeść, a nie możesz sobie pozwolić na to, żeby codziennie chodzić do restauracji.

Z czasem Twoje jedzenie jest coraz lepsze. Albo nabierasz wprawy, albo przestaje Ci smakować przez kolejny miesiąc schabowy z ziemniakami i szukasz w internecie przepisu na inne dania. Idziesz krok dalej. Uczysz się. Zbliżasz się do perfekcji.

Ale musiałeś zacząć (zmusić się albo z własnej woli). Zrobić. Nikt nigdy nie powiedział, że trzeba od razu robić na obiad homara w białym winie. Jakby tak było, wszyscy wyglądałybyśmy jak top modelki. Albo wieszaki.

WPRAWA PRZYCHODZI Z CZASEM


To samo było z moim projektowaniem. Zaczęłam robić, zamiast uczyć się perfekcji. Mam jeszcze na nią czas, pójdę na studia, zacznę uczyć się jej od najlepszych… Ale przynajmniej już będę wiedziała co i jak, będę mieć doświadczenie i pojęcie o całym procesie projektowania. Z każdą kolekcją idzie mi lepiej, łatwiej. Wiem od czego muszę zacząć, gdzie szukać pomocy. Poznaję już rynek. Widać tą wprawę.

Do perfekcji mi jeszcze daleko. Ale jakbym nie zaczęła – byłoby jeszcze dalej.

To co, better done than perfect?



  • To jedna z lepszych praktyk jakie można stosować.
    Każdy kiedyś zaczynał robić coś po raz pierwszy: Steve Jobs uczył się projektować komputery, Roger Federer uczył się odbijać piłkę rakietą tenisową.

    Ja też nie wiem jak się pisze bloga i prowadzi wszystkie inne działania z nim związane. Ja to po prostu robię. Z czasem powinno być coraz lepiej :)

  • Pierwszy krok jest najważniejszy! Z każdym kolejnym jest już dużo lepiej! Istotna jest nasza motywacja, pokłady energii i duużo cierpliwości!

  • Bardzo fajne podejście :) Zainspirowało mnie. Bo często mam tak że coś robię i nie wszystko idzie zgodnie z planem. Teraz będę bardziej doceniać to co nie było idealne, bo dzięki temu wiem gdzie jeszcze trzeba popracować. Dzięki!

  • Usłyszałam tę radę, zanim założyłam swojego bloga. Dzięki temu udało mi się rozpocząć pisanie, po jakimś roku zrobiłam rebranding, a później przeniosłam się na WordPressa. I ciągle się uczę nowych rzeczy.
    Przy każdym kolejnym projekcie, też przypominam sobie tę radę i dzięki niej zdecydowanie więcej udaje mi się zrobić. :)

  • od samego gadania i rozmyślania nigdy niczego nie będzie. Ja uważam , że nie mia niczego lepszego jak praktyka :) Praktyka czyni mistrza ! :) pozdrawiam !

  • Kasia Antosiewicz

    Ja tak zaczęłam blogować. Pewnego dnia stwierdziłam, że będę miała blog. Postanowiłam zgłębić wiedzę. Zaczęłam gromadzić materiały. Oczywiście, że nie zapoznawałam się z nimi na bieżąco. Gromadziłam sobie. A potem wstałam rano, kupiłam domenę, hosting i odpaliłam. Bez przygotowania, bez wiedzy, bez podstaw nawet. Zupełnie to do mnie niepodobne. Nauczyłam się w „praniu”. Podobnie było z moim pierwszym projektem online. Ciągle brak mi czasu na przygotowanie tego, co mam w głowie. Wydaje mi się, że muszę mieć gotowe od A do Z. A to nie prawda. W listopadzie stwierdziłam, że może po prostu odpalę świąteczny projekt online i będę dziergać na bieżąco – zrobiłam tak. Dałam promo, odpaliłam zapisy i poszło. Końcówka mi nie wyszła z przyczyn technicznych (i życiowego zawirowania, bo mi przyszło spontanicznie do głowy zmienić pracę od zaraz), no ale zrobione lepsze od doskonałego, prawda? I teraz ruszyłam kolejny projekt, z którym chcę iść do przodu – to chyba dobrze się sprawdza. Czasem się zastanawiam, dlaczego nie jestem jeszcze znaną blogową celebrytką i właśnie teraz wpadłam na to, dlaczego tak jest: bo jeszcze niczego nie zrobiłam. Po prostu sobie jestem. nie mam żadnego produktu nic takiego, co można sprzedać pod swoją marką. EUREKA, doprawdy. Muszę mieć jakiś produkt, aby go promować, sprzedawać i budować na nim siebie. Nawet jeśli pierwsza, testowa wersja nie będzie doskonała, ale będzie.

    • Dokładnie, pierwsza wersja po prostu „będzie”, a każda kolejna będzie coraz lepsza i lepsza…

  • Och zazdroszczę Ci takiego podejścia. U mnie jest nie tyle perfekcjonizm, co przekonanie, że muszę NAJPIERW zdobyć wiedzę i potrzebne umiejętności, a nawet sprzęt, żeby za coś się w ogóle zabrać, zamiast zacząć od razu i działać w myśl zasady „fake it till you make it” ;)

    • Spróbuj łączyć te dwie zasady, część zadań wykonywać „po staremu”, a część z nowym podejściem. Wydaje mi się, że pomoże Ci się przełamać ;) małymi kroczkami i zacznij od prostych rzeczy, trzymam kciuki!

  • Odnoszę wrażenie, że dziś w mediach pokazuje się głównie to co doskonałe i to wywiera na nas taką presję. Oglądamy masterchefa, mam talent, you can dance, instagramy i fantastyczne blogi… i myślimy sobie „co ja będę zaczynał gotować/ tańczyć/ fotografować. Nie mam talentu i nigdy im nie dorównam.
    Świetny wpis Maja! :)

  • Co za świetna myśl. Czasami potrzebuje prostej podpowiedzi od innych ludzi, jakiejś inspiracji. Dziękuję za to.