Nieśmiałość. Pierwszy stopień do piekła.

„Nieśmiałość – lęk przed cudzą niechęcią.” (Henryk Elzenberg) 

Kto z nas nie kocha września? Szkoła, jesień, wczesne wstawanie, plucha… Piękny miesiąc. Odważyłabym się nawet powiedzieć, że jest to najlepszy okres w roku – nauczyciele są łaskawi, a szkoła (czyt. uczniowie) wręcz nie może się doczekać kiedy przekroczysz jej próg. Zwłaszcza, jeżeli jesteś nowy i zostałeś stworzony, żeby stać się kolejnym fejmem.

W tym miejscu, kochani, kończy się sarkazm.
A ty, zamiast przebojową i towarzyską osobą, jesteś przysłowiową klasową ofermą, która na lekcjach i na przerwach siedzi sama, z nikim nie rozmawia i na dodatek nawet nie wie jak się kto nazywa. Brzmi znajomo? Jeśli tak, wiedz, że cierpisz na straszną chorobę. Nieśmiałość. Ale spokojnie, jest ona uleczalna.

Po pierwsze: wszystko zaczyna się i kończy w głowie.
Najprościej ujmując – wycisz sobie ten durny głosik, który podpowiada Ci, że jesteś beznadziejny. Nawet jeśli mówi prawdę, pozwól to ocenić innym. Może akurat się okaże, że gada pierdoły?

Po drugie: na początku nie mierz za wysoko.
Przez całe życie powtarzali Ci, żebyś mierzył wysoko, ustawiał sobie poprzeczki jeszcze wyżej i na dodatek, żebyś uparcie dążył do celu. Sorry, w tym przypadku to nie działa. Jeśli chcesz się wyleczyć musisz zacząć małymi kroczkami. Zagadaj do drugiej osoby, która siedzi sama w klasie czy na korytarzu. Nawet jeśli nie okaże się Twoją bratnią duszą, razem zawsze raźniej. Chociaż przez te parę godzin.

Po trzecie: spróbuj przez Internet.
Nie musisz się patrzeć prosto w oczy osobie, z którą rozmawiasz. Nie ma niezręcznej ciszy między wami. Możesz dokładnie przemyśleć swoją wypowiedź żeby nie wyjść na idiotę. Łatwiej być nie może.

Ogarniasz? No, ja myślę; tak więc rusz tyłek i do dzieła!

M.P.