Opowieść Wigilijna – wersja 2k16

Od najmłodszych lat mam taką małą tradycję. Zawsze przed Świętami Bożego Narodzenia oglądam – albo czytam – Opowieść Wigilijną Dickensa. W tym roku zatrzymałam się przy niej na dłużej, przeanalizowałam dokładnie i przełożyłam ją na naszą rzeczywistość.

Okres przedświąteczny, grudzień 2016.
Poranek, dom głównej bohaterki.

Po pokoju rozległ się budzik, najpierw delikatne pitu-pitu, potem coraz bardziej denerwujące i głośniejsze dryń. Półświadomie Kasia sięgnęła ręką pod poduszkę, żeby wymacać telefon i zasugerować mu drzemkę. Kolejne 5 minut nikomu nie zaszkodzi. Na pewno.

Znowu rozległo się upiorne dzwonienie, tym razem bez szans na kolejne minuty w ciepłym łóżku. Przecież jeszcze dzisiaj trzeba iść do pracy,  to dopiero czwartek, 22  grudnia. Zostało tylko jutro i Wigilia, którą lubiła nazywać Najbardziej Sztucznym Dniem w Roku.

Wstała, wzięła telefon i poszła do łazienki. Myjąc zęby sprawdzała swojego facebookowego walla. Koleżanka z pracy właśnie dodała zdjęcie swojej choinki. Kolejna osoba udostępniła świątecznego mema. A były chłopak ze swoją nową dziewczyną właśnie jadą na drugi koniec Polski do jej rodziny na święta.

Super.

Wychodząc z domu, jak zwykle opatuliła się grubym szalem, założyła najcieplejsze rękawiczki jakie miała i włożyła wełnianą czapkę. Przeklęta zima i ujemne temperatury, a do tego wszędzie światełka, dekoracje i zachwycający się nimi ludzie.

W biurze było jeszcze gorzej. Na wejściu stała olbrzymia choinka, a recepcjonistka miała na sobie czapkę Mikołaja z logiem firmy. Pracowała w openspace’ie, a że świąteczny nastrój udzielał się każdemu, w głośnikach cichutko leciało Last Christmas. Siadła do biurka, założyła słuchawki i zaczęła kolejny dzień klepania w klawiaturę.

Z transu wyciągnęło ją charakterystyczne piknięcie. Messenger. Nowa wiadomość. Paweł Kozakowski? Nie znała go, ale ciekawość wygrała i kliknęła w wiadomość.

Dzień dobry Kasiu,

Mam nadzieję, że w skupieniu przeczytasz to co napiszę. Chciałbym Ci życzyć rodzinnych, spokojnych i radosnych Świąt! W obecnych czasach ciężko o takie. Gdzie nie spojrzysz toczą się wojny, szaleją przestępcy, mordercy. Dzień w dzień dowiadujemy się o nowych zamachach, nowych ofiarach. Spytasz się pewnie „i co z tego?”. Jasne, nic Ci do tego, dopóki nie będzie to dotyczyć bezpośrednio – lub pośrednio – Ciebie. Nie chcę Cię w żaden sposób straszyć, ale zastanów się… Jakby takie coś zdarzyło się Tobie, jakbyś widziała przed sobą szaleńca z nożem, który coraz bardziej zbliża się do Ciebie. Abstrahując od pomysłów na ucieczkę i samoobronę. O czym zaczęłabyś myśleć? Większość osób w takich momentach przypomina sobie o rodzinie, cieple, spokoju. Wtedy, żałujemy, że wielokrotnie mieliśmy wymówki, żeby uniknąć kolejnego rodzinnego obiadu. Chwile spędzone w gronie najbliższych są ograniczone, Kasiu. Pamiętaj o tym. Kiedyś może zabraknąć albo Ciebie, albo ich.

Przygotowałem dla Ciebie trzy filmiki. Zacznę je wysyłać jeszcze dzisiaj. Mam nadzieję, że Ci się spodobają i pomogą w zrozumieniu dlaczego święta powinny znaczyć dużo więcej niż kolacja z choinką i kolędami w tle.
Uściski, Paweł.

Z góry uznała to za kolejny żart, coś na podobieństwo facebookowego łańcuszka, nie chciała w to wnikać, ale z upływem kolejnych sekund, coraz bardziej ciekawił ją przekaz i cel wiadomości. Zrobiła łyk zimnej kawy i wróciła do pracy.

Pierwszy filmik przyszedł już po niecałych 30 minutach.

Na ekranie zaczęły pojawiać się zdjęcia, które wywołują uczucie ciepła na sercu. Domowy kominek, ładnie przystrojone świątecznie mieszkanie, rodzina – urocze małżeństwo ze słodkimi dziećmi, obok dziadkowie i osoby wyglądające na ciocie i wujków. Również z dziećmi. W głowie Kasi zaczęły pojawiać się wspomnienia, powoli utożsamiała się z małą dziewczynką z filmu. Przypominała sobie atmosferę jaka panowała, póki jeszcze jej dziadkowie żyli. To szczęście i radość jakie czuła, kiedy wraz z kuzynkami zamykały się w pokoju, żeby nie spłoszyć Aniołka, który lada chwila miał przynieść prezenty. To ciepło jakie czuła, siedząc dziadkowi na kolanach i rozpakowując kolejną paczkę. To uczucie sytości, kiedy musiała jeść kolejną potrawę, żeby potem móc powiedzieć, że zjadła wszystkie 12 i wszystkie przepowiednie się spełnią. Nagle rozbłysło się zdjęcie pod choinką, na którym rozpoznała siebie. Mała blondyneczka wśród papierów po prezentach, szczerze uśmiechnięta od ucha do ucha. Mimowolnie uniosły się też kąciki ust dorosłej już Kasi. Potem pojawiały się urywki filmików jakie kręcił jej dziadek. Jak wszyscy razem jedzą wystawną kolację, jak dziewczynki wspinają się na krzesła i wypatrują w oknie pierwszej gwiazdki. Potem zobaczyła coś czego nigdy wcześniej nie widziała. Ciocia i Mama biegnące po schodach z prezentami, to one tak hałasowały… To wcale nie były sanie Mikołaja, ani inne chmurki Aniołków. Cicho się zaśmiała, że nie wpadła na to wcześniej. Zamiast kolejnych zdjęć pojawił się napis:

Z jej prawego kącika oka popłynęła łza.

Chwilę siedziała bez ruchu, analizując wszystko, po kolei przypominając sobie zdjęcia, kadry… Wstała, wzięła płaszcz i wyszła zapalić.

Wieczorem dostała kolejną wiadomość.

Film zaczyna się w domu. Nie poznawała otoczenia, ale kojarzyła dziewczynę, która krzątała się z telefonem w ręku. Ania, jej przyjaciółka od podstawówki, z którą cały czas utrzymuje kontakt i która te święta miała spędzać z rodziną, właśnie siadała do stołu, gdzie wszyscy już na nią czekali i z nudów część przeglądała Facebooka. Składali sobie życzenia, robili wspólne selfie. Potem zdjęcia stołu, choinki – wszystko dodawała na story Snapchata. Kolejne dania wchodziły na stół, ale nikt nawet nie próbował ich dotknąć, bo najpierw trzeba zrobić zdjęcie, od razu wrzucić na wszystkie możliwe stories, a potem obrobić i wrzucić na Instagrama. Oczywiście z hasztagami – #christmas i #family. Kiedy wszystkie – zimne już – potrawy zostały obfotografowane i zjedzone, rodzina obdarowywała się prezentami. Ania zaczęła kręcić live’a z ich rozpakowywania, kręciła wszystkie emocje, a na koniec wrzuciła wszystkie zdjęcia z całego dnia na tablicę z podpisem “Wesołych spokojnych i rodzinnych świąt”.

W momencie, w którym skończyła się opowieść, Kasia przypomniała sobie swoje poprzednie święta, wszystkie dwanaście dań, które puściła w świat. Zanim zdążyła upić kawową piankę, jej telefon znowu rozświetlił się, pokazując konwersację z nieznajomym. Zrobiła głęboki wdech i wydech i kliknęła play.

Na wyświetlaczu pokazała się nowoczesna, surowa i minimalistyczna wersja jej mieszkania, w którym się wychowywała. Odkąd pamięta, w jadalni, po prawej stronie od olbrzymiego stołu zawsze stała choinka. Tym razem jej nie było, za to na podłodze leżał średniej wielkości dysk. Chwilę potem, urządzenie się włączyło i wypuściło strugę światła w stronę sufitu. Pomigotało, pobrzęczało, aż w końcu nabrało kształt choinki. W kącie kadru zobaczyła siebie idącą ze smartfonem, na którym ustalała wielkość choinki, jej puszystość, grubość… Wybierała kolory, kształty i rozmieszczenie ozdób. Do pokoju weszła jej Mama z dziwnym, podłużnym flakonem. Zaczęła psikać jego zawartością na prawo i lewo, a gdy skończyła zostawiła go na stole. Kamera zbliżyła na etykietę „zapach świąt – choinka z pierniczkami”. Potem pojawiło się coś, co mogłoby był genialną reklamą nowej telefonii komórkowej. Kadry z paru domów – dziadków, dzieci, wnuków, młodego małżeństwa… Wszyscy przy osobnych laptopach, przy Skype’ie, albo czymś łudząco podobnym. W tle lecą kolędy, a na dole ekranu pokazuje się data – 24 grudnia, wieczór. Przecież to wigilia, czemu nie siedzą razem, nie spędzają czasu razem tylko przed ekranami, pokazując kamerze opłatek i dzieląc się nim on-line? Bez ciepłego uścisku, bez buziaka w policzek.

Patrząc się w sufit analizowała wszystkie filmiki, zaczęła sobie wyobrażać jak będą wyglądać jej święta bez dziadków. Żałowała, że w ostatnich latach nie doceniała tej bliskości i ciepła jaką jej dawali. Żałowała, że nie żyła bardziej świadomie, tylko z dnia na dzień, nie zastanawiając się, że należy docenić możliwość spokojnego spędzenia kolejnych świąt. Powoli dochodziło do niej też, że wszyscy żyjemy w jednej wielkiej hipokryzji, życząc sobie nawzajem “rodzinnych świąt”. Przecież część z nas idzie do dziadków, bo nie wypada powiedzieć, że wolą zostać w domu z książką.

Paręset lat temu, Dickens próbował nauczyć nas jak ważne są chwile z bliskimi. W pewnym momencie wszystko szło gładko, ludzie cieszyli się z każdej chwili razem, zwłaszcza bardziej konserwatywne rodziny. Wszystko było w porządku dopóki nie pojawiły się media społecznościowe. Kolejny Cud Świata, miejsca gdzie łączą się ludzie z każdego zakątka świata, można przeżywać wszystko ze wszystkimi. Niesamowite, prawda? Niestety w tym pędzie zapominamy o życiu offline. Często wolimy napisać, niż się spotkać. Łatwiej, szybciej. Nie mówię, że to jest złe. Sama tak robię i to wiele ułatwia. Ale mam wrażenie, że tego jest za dużo i niewiele brakuje nam, żeby się zatracić w tym wirze.
Jest takich parę dni w roku, kiedy kalendarz daje nam możliwość usprawiedliwionego wyłączenia się i porozmawiania z bliskimi. Taką okazją są między innymi święta Bożego Narodzenia. To jest czas kiedy możemy się nasycić wartościami, które nie mają żadnego przełożenia na wirtualny świat, a dodatkowo są nie do nadrobienia. Nie wymyślono jeszcze ani leków, ani aplikacji, ani symulacji rodzinnego ciepła… i dobrze. Korzystajmy z tego. Cieszmy się życiem i chwilami póki czas i możliwość.  Nie wiadomo co się stanie następnego dnia.



  • Piękny tekst! Ludzie często zapominają o tym co najważniejsze w Święta, o tej bliskości między ludźmi właśnie. Pozdrawiam ciepło i życzę Ci Wesołych Świąt!