Slow fashion, odpowiedzialna moda i #FashRev dla zielonych

Otacza Cię filozofia slow. Biegniesz spóźniona do autobusu, a słowo slow bombarduje Cię z każdej strony. Jeszcze chwila, a ten przymiotnik będzie dodawany do dosłownie WSZYSTKIEGO. 

… A zaczęło się od jedzenia, powstawały konkurencyjne zdrowe hamburgery, hot dogi, zapiekanki, a to wszystko, po to, żeby pokazać (a zarazem odpowiedzieć na potrzeby), że celebrowanie i smakowanie nawet najprostszych i najbardziej powszechnych dań może być przyjemne i, przede wszystkim, wykonalne.

Potem narodziła się idea, filozofia czy też styl życia, tak zwany slow life, który według psychologów wcale nie oznacza zatrzymania się, cofania, tylko delikatne zwolnienie i przeżywanie chwili (albo przynajmniej pozbycia się chęci robienia trzydziestu rzeczy na raz – mojego ulubionego nawyku).

Ale o tym innym razem.

Dzisiejsza czwarta rocznica zawalenia się fabryki w Bangladeszu skłoniła mnie do refleksji na temat wciąż kręcącego się biznesu mody. I tym razem, wcale nie brałam pod uwagę światowych marek high fashion, tylko te, z którymi spotykamy się w każdej galerii handlowej. Równocześnie popatrzyłam się na swoją ledwo domykającą się szafę, która lada dzień runie jak domek z kart, zupełnie jak fabryka w Dhace.

Ostatnio, dzięki Joannie Glogazie autorce książki o tym nurcie, slow fashion zaczęło się pojawiać coraz częściej, praktycznie wszędzie. Ale co to tak właściwie jest?
To mieszanka odpowiedzialnych, przemyślanych wyborów, zabarwiona ekologicznym przesłaniem. To decyzje pozbawione impulsywności, podejmowane z rozważeniem wszelkich plusów i minusów. To wybieranie lokalnych twórców, artystów, projektantów, krawców. To kontratak, sprzeciwienie się kupowaniu ubrań, bo „jest okazja”, a ja „szukam jakiejś rzeczy, która zrekompensuje mi dzisiejszy, stresujący dzień”.

Minimalnie rzadziej pojawiające się określenie „odpowiedzialna moda”, tak na dobrą sprawę jest synonimem, z tą drobną różnicą, że tutaj stawiamy na pierwszym miejscu aspekt surowcowy i społeczny, a nie nasze priorytety czy widzimisię.

Według twórców Rewolucji Mody (Fashion Revolution) musimy zmienić trzy rzeczy.

Model. Pojedynczy produkt przed znalezieniem się w sklepie przemierza ogromną ilość kilometrów. Wykorzystywana jest tania siła robocza, której miesięczne wynagrodzenie to średnio 44 funty, co pokrywa raptem 25% wydatków na życie. 

Materiał. Moda ma negatywny wpływ na środowisko. Każdego roku zużywanych jest 400 miliardów metrów kwadratowych materiału, z czego 60 miliardów ląduje na podłodze jako śmieć. Oprócz tego do produkcji jednego t-shirtu zużywane są prawie 3 tysiące litrów wody, czyli tyle ile wypijamy przez mniej więcej 3 lata. 

Myślenie. W tym miejscu należy odpowiedzieć sobie na dwa podstawowe pytania – co myślimy o tym co nosimy i dlaczego to nosimy. Gdy już padnie lawina argumentów, wystarczy pokochać nasze ubrania i obdarzyć je większym szacunkiem, tak jak naszego przyjaciela czy członka rodziny. 

Powiedzmy sobie szczerze, bangladeskich pensji nie zmienimy. Nie wparujemy też do fabryk i nie zaczniemy zbierać skrawków materiałów. W tych dwóch kwestiach, jedyne co możemy zrobić to przyłączyć się do #FashionRevolution i albo wpłacić na fundację, albo promować ich hasztagi w mediach społecznościowych, zarazem pytając się sieciówek #whomademyclothes.

FRD_poster_landscape_red

Natomiast, w ostatniej kwestii mamy najwięcej do powiedzenia, tutaj jedyne co musimy zmienić to siebie i (ewentualnie) swoich bliskich. „Jedyne”? Łatwo się mówi, prawda?

Dlatego z pomocą przychodzi 5 magicznych punktów, które uporządkowałam wraz z rosnącym stopniem trudności.

  1. Zrób porządek w szafie. Odłóż to w czym nie chodziłaś co najmniej parę miesięcy – sięgniesz po to w najbliższym czasie? Tak? Włóż z powrotem do szafy. Nie? Wystaw, sprzedaj, ciesz się dodatkowymi złotówkami w portfelu.
  2. Wybieraj jakość, a nie ilość. Zacznij od lepszych materiałów. Wybieraj te naturalne. Zamiast kolejnej pary plastikowych (sztucznych) butów, znajdź wymarzony model zrobiony ze skóry. Wtedy, takie buty będą Ci służyć dłużej, a stopy Ci podziękują.
  3. Wspieraj lokalnych twórców. Załóżmy, że poprzednie dwa punkty zakończyłaś z sukcesem. Teraz czas na odpowiedzialne wybory. Rozejrzyj się. Wokół Ciebie znajduje się wiele (naprawdę mnóstwo) polskich marek, projektantów, których ubrania czy akcesoria produkowane są w kraju, a nie wysyłane na drugi koniec świata. Nie uważasz, że lepiej jest wspierać firmę od A do Z z napisem made in Poland?
  4. Obudź w sobie kreatywność. Pochodź po sklepach vintage, uczestnicz w tak zwanej swap party (wymień się ubraniami z innymi), przerób coś po swojemu – albo poproś krawca.
  5. Wstań i wciel to w życie. Tak, wiem, że to wymagające. Zmiana wcześniejszych przyzwyczajeń to jedna z najtrudniejszych rzeczy.Ale może motywacją będzie zestaw statystyk z 24 kwietnia 2013…

Cztery lata temu (tylko i wyłącznie w katastrofie Rana Plaza) zginęło 1133 osób, w tym również dzieci.
W tym samym czasie i miejscu 2500 osób zostało ciężko rannymi.
Bangladeska katastrofa jest uznawana za CZWARTĄ największą katastrofę budowlaną jaka zapisała się w historii świata.
Wiele marek próbowała (i nadal próbuje) zatuszować pochodzenie swoich ubrań.
W gruzach fabryki znaleziono metki takich marek jak polski Cropp i Reserved, Mango, Zara czy H&M (z czego te dwie ostatnie firmy, wpłaciły należyte odszkodowanie i zaczęło akcje pro-slow fashion).

FRD_poster_landscape_green

To co, od dzisiaj gramy w jednej drużynie?
#FashionRevolution

Maja Puente