Wakacje inaczej niż wszyscy

Bez pośpiechu, wygodnie i niezależnie. 

Urlop ma sprawić, że wrócisz wypoczęty. Jedni odpoczywają wyjeżdżając na wieś, inni wybierają duże miasta. Kuszą nadmorskie i górskie kurorty. Część wybiera wyjazd z rodziną, a część – ze znajomymi. Jeszcze inni jadą sami.

Właśnie. „Wyjazd”. Podejrzewam, że pierwsze Twoje skojarzenie to samochód lub samolot. Nie dziwię się. Nie ty jeden tak pomyślałeś. Większość Polaków wybiera lot samolotem, na drugim miejscu jest samochód. Potem dopiero autokar i inne.

To, że częściej wybieramy samoloty i biura podróży wcale nie znaczy, że jesteśmy *super* zamożni. To znaczy, że jesteśmy *super* wygodni. Zapłacimy, ktoś nas zawiezie, przywiezie, zakwateruje, da papu pod nos i zaprowadzi nad basen. A na końcu poda drinka z palemką.

 

Można i tak. Ale zazwyczaj idzie to w parze zamknięcia się w turystycznej, złotej klatce. Bo przecież po co wychodzić, jeśli ma się wszystko pod nosem?

Inaczej sprawa wygląda, kiedy chcemy poznać kraj, do którego jedziemy. Ludzi, tradycje, kulturę. Wtedy decydujemy się na wynajem apartamentu, bo przecież tak jest najbliżej? A co jeśli bym Ci powiedziała, że istnieje sposób na jeszcze bliższe spotkanie ze specyfiką danego miejsca lub – ogólniej rzecz biorąc – z ludźmi.

Caravaning.

Zaraz na wstępie muszę zaznaczyć, że istnieją dwie odmiany. Hardcorowa i normalna. Tą pierwszą, czyli spanie wśród krzaków, bez prądu i wody, zostawmy w spokoju. Niech żyje własnym życiem.

Normalny caravaning to podróżowanie autem z przyczepą lub (tak jak ja) kamperem na kempingi z łazienkami, restauracjami, basenami i innymi udogodnieniami. A caravaning i cała otoczka z nim związana to nie pójście na łatwiznę najniższym kosztem i spanie w spartańskich warunkach. Caravaning to wygoda, która jest możliwa tylko wtedy, kiedy jesteś panem swojego losu w innym kraju. Nie jesteś uzależniony od nikogo, nie jesteś nigdzie zdany na czyjąś łaskę. Robisz co chcesz, kiedy chcesz, wyjeżdżasz i przyjeżdżasz kiedy chcesz.

karawaning, camper, kamper, caravaning

Sama podróż należy do najwygodniejszych z jakimi miałam styczność. Jeśli chcesz – możesz się położyć, skorzystać z toalety czy zrobić sobie kanapkę. Kierowca jest zmęczony – zatrzymujecie się na parkingu przy pierwszej-lepszej stacji, wygodnie bierzesz prysznic i lulu. Następnego dnia rano jedziecie dalej.

Z pobytem podobnie, nie masz śniadań od 8 do 10 i praktycznie możesz siedzieć na „tarasie” całymi dniami, zamiast być zdanym na pokój, albo plażę. Nie podoba Ci się? Jedziesz dalej. Po prostu.

Maja Puente